Images

Road Trip My Love

Jako dziecko podróżowałam całkiem sporo, dzięki moim rodzicom, którzy starali się, abym w każde wakacje czy ferie miała zaplanowany co najmniej dwa wyjazdy. W następstwie tego, przyzwyczaiłam się, że wakacje to synonim wyjazdu i nie pamiętam żebym musiała spędzać ich w Warszawie. Osobną sprawą jest, że byłam zuchem a później harcerką, więc obowiązkowe zimowiska, kolonie i obozy w każdy sezon musiały być.
Mój pierwszy wyjazd za granicę samolotem (nie licząc wypadów na Czechy i Słowację) był do Turcji. Pojechaliśmy z rodzicami do kurortu pod Alanya z grupą ich znajomych. Wyjazd wspominam dobrze, ale bez rewelacji, ze względu na małą liczbę wycieczek jakie robiliśmy, ponieważ mój tata cały czas stresował się powrotem, bo panicznie boi się latać. Okolica była typowo kurortowa (już wtedy czułam, że to nie jest mój ulubiony rodzaj spędzania wakacji) i atrakcje też typowo all inclusive, co mnie wtedy kompletnie nie interesowało. Gdyby nie dzieciaki znajomych rodziców, wypad na targ czy wycieczkę, na którą się zdecydowaliśmy, byłoby bardzo nudno.
Rok później było o wiele lepiej, gdyż pojechałam z rodzicami na mój pierwszy road trip po Bałkanach (również z parą ich znajomych na dwa samochody). Ten wyjazd rozpoczął moje zamiłowanie do tego rodzaju podróżowania i organizowania wyjazdów i był świetny dlatego, że zwiedziliśmy główne atrakcje tego regionu:
  • Chorwacja: jeziora Plitivickie, Trogir, Split, Makarska (tam spedzilismy kilka dni), Dubrownik;
  • Bośnia i Hercegowina: Sarajewo, Mostar (jeszcze ze zburzonym mostem), Medjugorie (gdzie dokonał się cud na moim kolanie)
  • Czarnogóra: Budva, Petrovac, Kotor, wyspa św Stefana (tam mieszkaliśmy kilka dni);
  • Serbia: Nowy Sad, Belgrad, atrakcje wzdłuż Dunaju
Owszem, było trochę strachu, bo na wyprawę pojechaliśmy kilka lat po zakończeniu wojny w Bośni, ale stwierdziliśmy, ze zaryzykujemy. Oczywiście opłaciło się, a wyjazd pozwolił mi odkryć w sobie zamiłowanie do road tripów.
Zalety:
  • możliwość zwiedzenia wielu rożnych miejsc w krótszym czasie
  • jest się cały czas w ruchu, więc nie ma opcji nudzenia się
  • zawsze można zostać w jednym miejscu kilka dni, żeby eksplorować okolicę
  • plan można zmienić i spontanicznie wybrać inny kierunek lub po skorzystaniu z miejscowych rad/poleceń/opinii wyruszyć w nowe miejsce, o którym wcześniej nie wiedzieliśmy
Wady:
  • trzeba być bardzo dobrze zorganizowanym, zwłaszcza przy ciągłym zmienianiu miejsca do nocowania, co może skutkować zgubą przedmiotów.
  • na każdym kroku trzeba mieć na uwadze, czy wszystko jest na miejscu, czy wszystko działa i nie jest na rezerwie (benzyna, bateria do aparatu itd)
  • jeżeli ktoś lubi się ponudzić to jest to trochę utrudnione, chociaż nie widzę problemu w zostaniu kilku dni w jednym miejscu aby się trochę porelaksować
Ogromną zaletą road tripu jest to, że dostaje się większy przekrój danego kraju; poznaje się więcej różnorodnych regionów, napotyka się ludzi o rozlicznych cechach kulturowych, a w miarę z większą ilością miejsc można pokusić się o porównania.
Bardzo lubię odkrywać cały kraj, od podszewki, najlepiej zaczynając od stolicy, gdyż sporo mówi o danym narodzie, jego historii czy kulturze oraz największe atrakcje. Nie zapominam również o ukrytych skarbach, mniej znanych miastach czy cudach natury, które bez tumanów turystów dają często więcej przyjemności ze zwiedzania.
Jestem niezmiernie wdzięczna moim rodzicom, że od tej podroży zaczęłam sama organizować moje wyprawy. To był ostatni wyjazd z moimi rodzicami (miałam około 14 lat), później unikałam tego jak ognia, gdyż wydawało mi się ze jestem zbyt dorosła żeby jeździć nadal z nimi (teraz takie podejście wydaje się być trochę infantylne, ale byłam bardzo zbuntowaną nastolatką i dzięki temu w bardzo młodym wieku wiele się nauczyłam).
Niestety, ale moje zdjęcia są zakopane w wielkiej skrzyni pełnej zdjęć u moich rodziców, a ponieważ były robione aparatem analogowym, więc jeszcze trudniej jest się za nie zabrać.
Advertisements

Pierwsza podróż do Azji prowadzi do zakochania

Podróżnicze początki po Azji

Chociaż nie udaje mi się to tak często jakbym chciała, uwielbiam podróżować. Najchętniej przemieszczałabym się cały czas, z małymi postojami, najlepiej przez cały świat. Powoli do tego dążę, na razie o tym gorąco marzę.

Pierwsza jazda pierwszego dnia tuk tukiem w Tajlandii Ulica Khao San)

W październiku 2013 roku zorganizowałam swoją drugą wyprawę do Azji Południowo Wschodniej, do Wietnamu (pierwsza miała miejsce dokładnie rok wcześniej). Jeszcze dwa temu opierałam się przed wyjazdem w te kierunki, gdyż zawsze bliższa mi była Zachodnia Hemisfera (głównie ze względu na moje zainteresowania). Jednak już po pierwszym odkryciu Azji, człowiek albo zakochuje się w tej mnogości kolorów, smaków i zapachów, albo ucieka od brudu, smogu i biedy. Ja należę do tej pierwszej grupy.

Pierwszy dzień w Sajgonie, ulica Phạm Ngũ Lão

Mówi się, że najłatwiejszym krajem, od którego zaczyna się miłość do Azji jest Tajlandia; przypomina zachodnie kraje (mam namyśli aspekty takie jak: sieć 7 eleven na każdym kroku, wszędzie można kupić wiele produktów znanych w USA czy w Europie, technologia i centra miast są niezwykle rozwinięte, ewidentnie widać wielki postęp i ogromnie szybki rozwój) z drugiej strony kusząc niesamowitymi świątyniami, widocznymi wpływami innych kultur Azji, wieloma etnicznymi mniejszościami, dobrą siecią komunikacyjna i możliwością wygodnego transportu, niebiańskimi plażami i wszystkimi atrakcjami, jakie Azja oferuje (dżungle, góry, idylliczne wyspy. niesamowite jedzenie i wiele więcej).

Świątynia jakich mnóstwo w Tajlandii, to była nasza pierwsza
Pływający Targ, czyli Floating Market Damnoen Saduak
Historyczny most na rzece Kwai
Przejażdżka typowym pociągiem, obecnie głównie atrakcja dla białych
Na każdym kroku czuć bliskość sfery duchowej
Jak i również wszech obecność natury
Nasz lokalny przewodnik pokazuje jak puszczać bańki z liścia (bańka w lewym górnym rogu, był za szybki 😉
Jedna z wielu pięknych plaż (w tle widać nadchodzący deszcz, uroki października i kończącej się pory deszczowej)
Wietnam juz mnie nie zadziwił, tak jak Tajlandia, głównie dlatego, że wiedzialam czego oczekiwać (oczywiście to nie znaczy, że nie zachwycił!). Wszechobecny kurz i smog zatykajacy nos, natłok skuterów i innych pojazdów dwukołowych wożących różne kompilacje ludzi, zwierząt i rzeczy, inne zasady przechodzenia przez jezdnie (chodzenie “na ważniaka”, niezatrzymywanie się na drodze tylko dziarski chód mimo nadjeżdżających pojazdów z każdej strony), targowanie sie z uśmiechem, bycie oszukiwanym na każdym kroku (albo próbowanym, nienawidzę być ofiarą, więc jestem niezwykle przewrażliwiona na punkcie złupienia mnie i mojego mienia !) przez lokalnych mieszkancow. Jest więcej minusów i rzeczy na które trzeba uważać, zresztą jak wszędzie. Pomimo tych wszystkich trudności podróżowania do Azji, wypady po Europie już nie dają takiej frajdy i adrenaliny (zresztą wielu, którzy zaznali orientalnych przygód też tak twierdzi), chociaż na pewno do nich wrócę !!! Na szczęście zwiedziłam sporą część naszego kontynentu, moja ulubiona forma podróżowania to road tripy, więc na razie ze spokojem mogę eksplorować inne zakątki świata).

Jedna z wielu chińskich pozostałości w Wietnamie
Wujaszek Ho Chi Minh zawsze patrzy
Jeden z wielu sielskich widoków, wyspa Con Dao
Najlepszy posiłek, wybrane produkty nadal żywe
A także jedno z wielu więzień na wyspie Con Dao (i nie tylko)
Zachód słońca w Ha Long Bay